Czy to będzie przyszłość AI erotic?


TL;DR – Przemysł erotyczny też zaczyna używać sztucznej inteligencji generatywnej. Grafiki, wideo, czatboty i awatary generowane są przez nieocenzurowane modele open-source, możliwe do ściągnięcia do użytku komercyjnego. Poniżej przykłady takich firm. Na końcu wpisu omawiam typowe wady generowanych wideo i obrazków (6 palców itd.) i zastanawiam się, czy w generatorach treści xxx to będzie problemem.

Źródło: ilustracja własna, na podstawie commons.wikipedia.org. Autor: Bjørn Christian Tørrissen.

Zrób sobie wirtualnych influensera albo influenserkę i zarabiaj na nich, nawet gdy nimi nie kierujesz. Tak reklamuje się firma GlamBase, która stworzyła stronę, gdzie podobno w prosty sposób tworzymy pseudo-realistycznego awatara superładnej/seksownej osoby do soszjali a następnie ten awatar, będzie zachowywać się w zaprogramowany sposób.

Nie mogę potwierdzić, czy faktycznie usługa działa tak, jak obiecują, bo nie dają możliwości testu w najmniejszym stopniu – co już nieco podejrzane. Ten wpis jednak nie miał być recenzją usług tylko opisem pomysłu, który do jakiegoś stopnia już funkcjonuje też w branży erotycznej czy nawet tej na literkę „P”.

Jeśli dobrze odczytuję symbolikę kolorów na stronie oraz typ grafik, to możliwa jest produkcja treści „sensualnych”, czyli z podtekstami seksualnymi. Zobaczcie fragment ich strony.

Źródło: https://glambase.app

Tłumacząc dialog po lewej stronie, to oni sugerują, że teoretycznie ktoś w jakichś soszjalach napisze do takiej influenserki „Hej, przydałoby się coś żeby zapomnieć o ciężkim dniu”. Jednocześnie ta zmęczona osoba przeleje 100 dolarów. Wtedy zaprogramowana „influenserka” podziękuje ładnie i zamieści swoje „zdjęcie”, w którym lekko się pręży i prezentuje np. drugorzędne cechy płciowe. Zmęczeni i zapracowani płacą, żeby oglądać automatycznie tworzone obrazki nagusów, którzy coś zdawkowo odpowiadają.

W tej chwili Glambase opisuje takie kroki w celu stworzenia awatara:
– Krok pierwszy, to stworzenie obrazka wzorcowego, który będzie kopiowany na różne sposoby. Pani lub pan będą na innych obrazkach w różnych pozach, w różnych czynnościach.
– Krok drugi, to stworzenie krótkiego opisu wirtualnej postaci – coś jakby CV. To posłuży generatorom obrazu i tekstu do tworzenia treści.
– Krok trzeci, to produkcja obrazków i wideo. Firma twierdzi, że stawia tu na prostotę. Zachęcają do produkcji treści typu „exclusive”, które można sprzedawać na różnych stronach czy w soszjalach umożliwiających transakcje. Miesięczna cena w tej chwili to 167$.

Zapowiadają wprowadzenie zautomatyzowanego tworzenia i odpowiadania na komentarze. Jednak brak informacji o integracji z jakimiś soszjalami albo stronami płatnych treści. Zapowiadają takie rozwiązanie. Można sobie obniżać rachunek miesięczny, jeśli przyprowadzimy im klientelę. Teoretycznie wszystko, co opisują, można zrobić znacznie taniej, na piechotę. Na ile śmiałe mogą być te treści? Dowolnie śmiałe w granicach prawa. Możemy się domyślać, że skoro prezentują plany stopniowego rozwoju, prawdopodobnie bardzo pilnują kosztów i mają swój własny, nieocenzurowany generator obrazów. Na podstawie strony mogę powiedzieć, że obrazki są niezbyt wysokiej jakości, co właśnie pasowałoby do jakiegoś generatora obrazów bez cenzury, który może produkować erotyczne treści lub ostrzejsze. Obstawiałbym Stable Diffusion.

Prezes Glambase, Iwan Starynin w oświadczeniu opublikowanym powiedział mniej więcej tak: „Cieszymy się, że możemy udostępnić narzędzie, które zdemokratyzuje gospodarkę influenserską (influencer economy) pozwalając każdej osobie, niezależnie od pochodzenia czy umiejętności technicznych, na stworzenie wirtualnego influencera i uzyskać przychód z nowych źródeł”.

Zupełna demokratyzacja „gospodarki influenserskiej” doprowadziłaby jednak do sytuacji, gdy każdy będzie sobie mógł wytworzyć dowolny obrazek (erotyczny lub ostrzejszy) bez płacenia komukolwiek za ich oglądanie a wtedy taka firma nie będzie nikomu potrzebna.

W sumie ta oferta Glambase jest uzupełnieniem innego trendu. Nadciąga „cała fala” seksualnych czatbotów – pisze Fortune. To czatboty nieocenzurowane, które stały się łatwo dostępne dzięki udostępnieniu przez firmę Meta dużych modeli językowych Llama1 i Llama2. Nie mają one takiej sprawności językowej, jak słynny czat GPT-4, ale do zdawkowych, seksualnych rozmówek zapewne wystarczą. Dzięki nim powstały firmy, które za kwotę miesięcznej subksrypcji rzędu 5$ oferują możliwości konwersowania z zaprojektowanymi osobowościami typu „chłopczyca pracująca na stacji benzynowej dla ciężarówek”.

Technologia generatywnej AI pozwala klienteli konwersować z takimi czatbotami, ale też je tworzyć a czasem na nich zarabiać. To mogą być awatary realistyczne, jak w przypadku Glambase, albo rysunkowe, jak w ofercie Spicychat. W tym drugim tworzymy animowanego, rysunkowego awatara w stylu anime, z którym konwersujemy w sposób zupełnie nieskrępowany.

Spicychat jest za darmo. Jak mówi dobrze znana zasada, jeśli za coś nie płacisz, to zapewne ty jesteś towarem. Prawdopodobnie interakcje z czatem po prostu na tym etapie mają służyć jego wytrenowaniu.
Istnieje też możliwość integracji Spicychata z czatem OpenAI poprzez API. Co z kwestią treści wulgarnych lub seksualnych? Teoretycznie mogłoby to wyglądać tak, że pracują wtedy dwa modele językowe. Ten lepszy, OpenAI służyłby do rozmowy na tematy bezpieczne. Tematy „ryzykowne” realizowałby model nieocenzurowany.

Przeważnie czaty NSFW (których nie chcielibyśmy używać w pracy) zabraniają treści pedofilskich czy sadyzmu, ale jak informuje Fortune, są takie, które żadnej cenzury nie wprowadzają a prywatne, nawet pedofilskie pogaduszki z czatem generalnie nie łamią amerykańskiego prawa. Natomiast w europejskim i w polskim prawie, co szybko sprawdziłem, jest mowa o „wytworzonym i przetworzonym wizerunku małoletniego”, co prawdopodobnie oznacza, że treści pedofilskie generowane w tekście i obrazie przez AI byłyby zakazane w Polsce.

Na stronie thereisanaiforthat.com dość spory wybór erotycznych czatbotów. Również lista serwisów, które oferują generowanie erotycznych wideo.

Najpopularniejszy to zdaje się rumuński serwis Seduced.ai (nie podaję hiperłącza, bo już pierwsza strona zawiera treści xxx).
Oni wprost mówią o sobie „A Leading AI Porn Generator”. Cena abonamentów to 25$, 50$ lub 150$ miesięcznie. Oferują możliwość płatności kryptowalutą. Regulamin strony zabrania tworzenia deepfejków i pornografii z twarzami osób znanych. Zabrania również tworzenia treści z dziećmi, ale też przemocy czy nekrofilii, wątków związanych z prostytucją(?).

Co ciekawe, część zakazów i reguł w przemyśle xxx narzucają banki oraz operatorzy płatności, którzy nie będą obsługiwać transakcji kartą i przelewów, jeśli chodzi o treści zakazanego rodzaju (nie sprawdzałem, które konkretnie są zakazane).

Zakazy w regulaminie Seduced.ai są do obejścia – to praktycznie pewne, bo na obecnym etapie rozwoju generatywna AI i modele językowe nie dają się ocenzurować na poziomie kreacji a tylko na poziomie poleceń. Zatem jeśli ktoś wpadnie na nowe, niecenzuralne polecenie, którego nie przewidziano, to otrzyma swój obrazek. Jak informuje regulamin „it is important to note that we do not possess complete control over the AI output, as it is solely generated by artificial intelligence technology.”

Oceniając po jakości grafik z galerii ze strony głównej, Seduced.ai używa generatora ze średniej półki, nieocenzurowanego. Jakość realizmu jest zdaje się umiarkowana. Pod względem anatomicznym wygenerowane osoby są do siebie bardzo podobne i to jest mało realistyczne. Proporcje części ciała, nawet jak standardy pornografii, wydają się zachwiane. Wygląda to, jakby generator AI w pewnym sensie wzmocnił trendy, które wychwycił z podanych mu materiałów graficznych.

Absolutnie spodziewałbym się, że od czasu do czasu postaci ludzkie z tych grafik i wideo mogą mieć typowe wady dla technologii generowanych obrazów, czyli dłonie więcej niż 5 palców i generalnie liczba „peryferiów” może się nie zgadzać – odstające coś, co występuje w pojedynczych egzemplarzach może być podwójne a rzeczy podwójne mogą być potrójne i więcej. Czy dla klienteli to będzie problemem? Zgadywałbym, że nie.
W końcu realizm w pornografii jest konieczny tylko w niektórych jej podgatunkach.

Wygenerowana twarz kobieca w trakcie obrotu na próbce wideo momentami zmienia się dość wyraźnie i można odnieść wrażenie, że zależnie od kąta nachylenia głowy to za każdym razem inna osoba. Również nie wydaje mi się, żeby to było zniechęcające dla potencjalnej klienteli. W końcu w tym gatunku przeważnie obowiązuje zasada „the more the merrier”, czyli im nas więcej, tym weselej.

Podsumowując, AI na tym etapie rozwoju technologii nie jest w stanie zastąpić ludzi w każdym podgatunku pornografii, bo treści produkowane są krótkie oraz jeszcze bardziej uproszczone i schematyczne niż produkowane „białkowo”.

Również na podstawie:
Meta and OpenAI have spawned a wave of AI sex companions—and some of them are children | Fortune
Meta’s new AI is being used to create sex chatbots – The Washington Post