Rozbrajam mity AI. Tłumaczę technologię. Pokazuję praktykę.

Kliknij tu, a moje teksty będą wyżej w Google, gdy będziesz szukać czegoś o AI.

Claude w końcu stał się sekretarzem głosowym po polsku. Sekretarz słucha, ale nie jest partnerem do rozmowy. Na czym to polega i jak ja tego używam?

Nie zapomnę tego strasznego poranka 10 lat temu, gdy na lotnisku nie mogłem znaleźć swojego samolotu. Na stanowisku informacyjnym miła pani po chwili dezorientacji powiedziała, że ten samolot był wczoraj. Od tamtego momentu jestem fanem kalendarzy oraz appek przypominających, list zadań.

Dlatego bardzo się ucieszyłem, że we wrześniu 2026 Claude znienacka zaczął rozumieć polecenia głosowe po polsku. Anthropic niczego nie ogłaszał, przynajmniej ja tego nie znalazłem w oficjalnej dokumentacji. Na początku odpowiadał z komicznym, amerykańskim akcentem, teraz akcent prawie zniknął. Na komputerze Claude słucha poleceń i odpowiada tekstem albo wykonuje polecenie.

Kilka miesięcy temu, kiedy Claude nie umiał jeszcze po polsku, zrobiłem sobie własne narzędzie, żeby móc do niego mówić. Teraz już go nie potrzebuję. Nie zależy mi na tym, żeby maszyna odpowiadała głosem. Zależy mi, żebym to ja mógł do niej mówić: dyktować, kiedy mam ręce zajęte, bo coś przeglądam albo czytam.

Inaczej jest w aplikacji na telefonie. Tam, jeśli wybierzemy tryb głosowy, Claude odpowiada na głos, po polsku, i można z nim naprawdę rozmawiać: dopytać, coś zmienić w trakcie, wrócić do wątku. To bardziej elastyczne niż samo dyktowanie sekretarzowi, a różnicę łatwo przeoczyć, jeśli się nie zna tej technologii. Rozmowa głosowa wygodnie łączy się z inną umiejętnością Claude’a. Od roku umie on robić wpisy w applowskiej aplikacji Przypomnienia. Czyli mówię i już w telefonie ustawione jest przypomnienie. Dla mnie to idealne, bo często zapominam, że miałem pamiętać.

Zaprzyjaźniony jestem bardzo z aplikacją Przypomnienia w iPhonie i w MacBooku. Wielu ludzi do niej nie zagląda. Tymczasem Claude od razu sam mnie tam pokierował i sprawnie jej używa.

Żeby Claude mógł w niej zapisywać, trzeba mu w ustawieniach dać zgodę: w aplikacji Claude, w ustawieniach uprawnień (Permissions), zaznaczyć odczyt i zapis (Read & Write).

Potem wystarczy już tylko mówić, o czym i kiedy ma przypomnieć. Oficjalna dokumentacja Anthropic chyba się tu myli, że Claude potrafi tylko dopisywać do list, które już mamy w Przypomnieniach. U mnie nie było żadnej listy, a przypomnienia i tak się pojawiły.

Część osób obawia się dawać agentom, asystentom dostęp do poczty. Przyznam, że wygoda pokonała ostrożność u mnie i jednak podłączyłem Claude do kalendarza i do jednej z poczt. Sam fakt, że możemy teraz rozmawiać z pocztą i z kalendarzem, jest megawygodny. Aż mnie to zdziwiło.

Kiedy praca głosem z AI ma sens, a kiedy z niej rezygnuję

Najważniejszym atutem pracy głosowej jest to, że gdy piszemy, to z reguły włącza nam się pewien rodzaj cenzury albo skupienia. Zaczynamy wyrzucać zbędne słowa i skojarzenia. To jednak nawyki dobre dla tekstów, które nie będą prywatne albo mają być zwięzłe.

Jeśli jednak tekst ma być podstawą pracy i taką skarbnicą spostrzeżeń, to warto zacząć dyktować. Mówiąc, jesteśmy mniej skrępowani, mniej poukładani i często to dopiero cała seria skojarzeń daje właściwy obraz, a nie jedno, długo wybierane, najwłaściwsze słowo.

Jeśli pracujemy w pokoju z kimś, jeśli jesteśmy w przestrzeni publicznej, no to ten styl pracy odpada. Ja najbardziej lubię pracować głosem wtedy, kiedy się przemieszczam. Na przykład coś sobie przypomniałem, idąc na autobus. Czasami zdarza mi się dyktować polecenia, gdy idę na spacer. Ale staram się tego nie robić, bo spacer powinien służyć odpoczynkowi i regeneracji układu nerwowego, a nie dodawaniu sobie kolejnych zadań.

Głosowa praca oznacza, że nawet w podróży jestem w stanie tworzyć posty, komentarze, instrukcje w kalendarzu, drafty, przypomnienia. Głosowe ułożenie planu dnia do realizacji. Szybko i sprawnie.

Claude i Gemini do obsługi kalendarza i poczty

Sprawdzałem też skuteczność Gemini w telefonie jako głosowego i tekstowego asystenta kalendarza i poczty. Czyta i rozumie w zasadzie bezbłędnie.

Jeśli nie macie Claude podłączonego do Gmail, to warto próbować Gemini. Miałem taki przypadek, gdzie jego reakcja na brak widocznego załącznika bardzo mi się spodobała. Szukałem w poczcie załącznika do jednego z mejli. Nie pamiętałem, że z całego wątku ten akurat mejl został przeze mnie kiedyś usunięty. Szukam i nie widzę. Pytam i nie ma. Co się dzieje? Czemu nie może mi pomóc?!

Po trzecim sygnale, że dalej nie widzę załącznika, Gemini dłużej się namyślił i potem zameldował, że mejl z załącznikami był w Usuniętych, a on go przywrócił do Odebranych, żeby można było odczytać załącznik. Czyli w niektórych przypadkach Gemini działa jak HelpDesk poczty.

Przez kilka tygodni bardzo dużo korzystałem z Gemini jako asystenta kalendarza i asystenta poczty. Jeżeli ktoś testował Gemini do tych funkcji rok temu, to dzisiaj jest zupełnie inaczej. W ogóle nie ma porównania. Postęp bardzo wyraźny. Na przykład nie trzeba mu już pisać @mail czy @kalendarz. Po prostu mówimy polecenie, a on już sobie sam kombinuje, które narzędzie tu pasuje najlepiej.

Czy Claude jest lepszy do tych samych funkcji? Tak, jest lepszy, dlatego że Claude przyjmuje dużo bardziej złożone polecenia. Z Gemini spróbowałem złożone i przestałem, bo to nie działało. A z Claude’em wiem, że mogę wpisać albo powiedzieć bardzo długie polecenie i będzie ono realizowane stopniowo. Claude wszystko łapie. Gemini się zawiesza co jakiś czas i przestaje odpowiadać. W październiku znowu mówię do Gemini: znajdź ważne mejle z ostatniego tygodnia i oceń, na który trzeba odpowiedzieć. Zawiesił się. W Claude to mi się nie zdarzyło. Nigdy!

Mam wrażenie, że Claude zyskuje z tego powodu, że jest zewnętrzny wobec Workspace od Google. Spokojnie sobie przeprowadza proces, następnie używa narzędzia, serwera MCP. I nawet jak mu coś nie wyjdzie, to po prostu będzie wracał i próbował jeszcze raz. W inny sposób. A Gemini jest zintegrowany i jest częścią Workspace. I w związku z tym, jak jemu się nie udaje, to po prostu kończy i mówi: nie udało się. Albo nic nie mówi, tylko wisi.

W sumie Gemini goni Claude’a, ale Claude też nie stoi w miejscu, więc Gemini dogonić go nie może.

Claude kontra prawdziwa sekretarka

Sam nigdy nie miałem luksusu pracy z sekretarzem czy sekretarką. Mój wspólnik przez jakiś czas zatrudniał sekretarkę w swojej firmie. Jego zdaniem do analizy dokumentów, zarządzania ich dużą liczbą, tworzenia i przekształcania treści, pilnowania kalendarzy i zadań Claude jest bezkonkurencyjny. Najlepsze modele językowe, takie jak Claude, GPT czy Gemini, przegrywają wyłącznie z najlepszymi sekretarzami i sekretarkami: osobami o bardzo rozbudowanych kompetencjach i umiejętnościach społecznych, które przejmują dużą część obowiązków szefa i są filarem firmy. Takich osób nie jest dużo.

Przypomina mi się piosenka Maryli Rodowicz „Szparka sekretarka” (słowa J. Wołek). Tytułowa sekretarka „trzynastkami łata kieszeń”, wypłaca pensje, usuwa przeszkody z drogi, jest „oraczem i lemieszem”. Jest w sumie asystentką, a nie sekretarką, i takich osób Claude długo nie zastąpi, bo musiałby podsłuchiwać cały dzień. Prawo tego zabrania i raczej będzie zabraniać.

Moja granica automatyzacji sekretarza

Choć sprawdzam często swoją pocztę, to mam też nawyk pytania głosowego mojego sekretarza, czy są nowe ważne maile. W prostych sprawach zawsze każę mu tworzyć wstępne robocze wersje. A w bardzo prostych sprawach w komunikacji formalnej pozwalam mu nawet od razu wysyłać. Natomiast to nigdy nie dotyczy korespondencji, w której stawka jest istotna dla mnie lub dla osoby, która ze mną koresponduje.

Automatyzować korespondencji nie zamierzam. Czyli w ważnych sprawach na wyjściu automatu nie będzie, ale nie dlatego, że nie dałby sobie rady. To po prostu, moim zdaniem, bezosobowość na granicy niegrzeczności. Dopuszczam tylko w korespondencji z urzędem.

Nigdy nie pozwoliłbym zautomatyzować żadnego pisma o dużą stawkę. Jeżeli mi bardzo zależy na jakimś efekcie, to muszę zobaczyć, jak to wygląda przed wysłaniem. Jeżeli widzę, że w rozmowie model radzi sobie bardzo dobrze z jakimś tematem, a pytanie albo sprawa, którą wysyłam do urzędu, jest krótka i prosta, to pozwalam.

Ogólna reguła: to ma być tak prosty tekst, że nikt nie może mieć pretensji o użycie AI, bo jest jasne, że do tego ludzkiej kreatywności ani inicjatywy nie potrzeba. Np. „Proszę przypomnieć datę i adres spotkania. Dziękuję.”

– Marcin Sawicki
Piszę o używaniu AI i pracy z chatbotami. O mnie · LinkedIn

Odkryj więcej z REWOLUCJA AI

Zasubskrybuj już teraz, aby czytać dalej i uzyskać dostęp do pełnego archiwum.

Czytaj dalej