Olga Tokarczuk powiedziała na Impact’26, że używa AI w procesie twórczym i że symbioza pisarzy z AI być może jest konieczna. Komentariat zinterpretował to jako wyznanie: noblistka pisze chatbotami. Cytaty jednak mówią coś innego. Pokazuję, co właściwie wynika z jej wypowiedzi, gdzie krytyka się myli, i czego nie zauważają krytycy AI w pisarstwie.
Na kongresie Impact’26 w Poznaniu pisarka Olga Tokarczuk w rozmowie ze Sławomirem Sierakowskim powiedziała, że w procesie twórczym używa AI (nie wiemy, jak często). Tokarczuk dodała, że rozmawia z modelem językowym, za który płaci. I co dla całej dyskusji jest najważniejsze, postawiła znacznie mocniejszą tezę: że symbioza pisarzy z AI być może jest konieczna.
W prasie i w sieci pojawiły się ostre komentarze. Pospiesznie, nieżyczliwie i nietrafnie niektórzy nawet zinterpretowali jej wypowiedź, jako szczegółowy opis warsztatu pisarskiego. Tak stało się mimo tego, że wcale nie wiemy, jak dokładnie Tokarczuk używa AI. Możemy się tylko domyślać.
Zatem domyślmy się.
Mamy do czynienia z pisarką-noblistką, której książki są dużo mądrzejsze, dużo bardziej złożone i po prostu piękniejsze niż typowy tekst generowany w chatbotach.Skoro tak, to jak właściwie Tokarczuk używa AI w swojej pracy? Jak patrzeć na to jej „używanie” technologii modeli językowych?
Ten wpis jest moim komentarzem – kogoś, kto wie, jak używać chatbotów do pisania. Buduję, głównie dla siebie, przepływy agentowe i redakcyjne. Nie używam ich do pisania, ale do kontroli. Widzę, jak bardzo byłoby to trudne w przypadku literatury pięknej i jak drobiazgowo nieoczywiste mogą być zadania przydzielane chatbotom (np. spójność świata kreowanego, kontrola stylu, flagowanie powtórzeń etc.).
Laicy sądzą, że jedyna metoda pracy, to mówienie do chatbota „napisz mi coś tam” i on pisze. No więc nie. Również Tokarczuk tego nie powiedziała.
Próbowałem znaleźć wideo ze spotkania, ale nie udało mi się. Za portalem MyCompany Polska cytuję wypowiedzi Tokarczuk.
Tokarczuk o tym, dlaczego pisarze w ogóle muszą rozważyć AI. Opłacalność pisania długich powieści:
„Gdyby rzetelnie przeliczyć gigantyczny trud oraz tysiące morderczych godzin spędzonych na tworzeniu »Ksiąg Jakubowych«, to moja pensja w systemie godzinowym zapewniłaby mi górniczą emeryturę. (…). Realia są takie, że na dzisiejszym rynku absolutnie żaden wydawca nie byłby w stanie proporcjonalnie i opłacalnie pokryć kosztów tak rozległej pracy i za tę książkę odpowiednio zapłacić.”
Ile warte jest 7 lat pracy? Czy to się może zwrócić? W tym kontekście kolejne zdanie, które wprowadza AI do dyskusji:
„Zaangażowanie autorów z czysto ekonomicznego punktu widzenia, w tym wymiarze długich opowieści jest po prostu trudne do wyobrażenia.”
Czyli mamy pytanie o przyszłość zawodu pisarza, a nie o styl pracy jednej osoby.
W świetle cytatów Tokarczuk w tej rozmowie wypowiadała się niejako z dwóch pozycji jednocześnie. Jako futurolożka literatury (co będzie z pisarzami) i jako użytkowniczka-pisarka (co robi ona sama). Te dwie role w odbiorze chyba pomieszały się.
Tokarczuk o tym, że płaci za zaawansowaną wersję jednego modelu:
„Wykupiłam sobie najwyższą, zaawansowaną wersję jednego modelu językowego i bywam w głębokim szoku, patrząc na to, jak fantastycznie powiększa on horyzonty i pogłębia myślenie kreatywne.”
Moją uwagę zwracają dwa słowa: „powiększa” oraz „pogłębia”. Tokarczuk tu odwołuje się do stylu pracy, który w branży AI nazywany jest augmentacją (nie mylić z automatyzacją). Augmentacja, czyli wzmocnienie. A zatem mam horyzont i myślę kreatywnie, ale w rozmowie z modelem dostaję nowe propozycje oraz nowe skojarzenia. Nie zawdzięczam AI całego pomysłu natomiast dostaję od maszyny coś nowego.
Jak wygląda przykładowy prompt Tokarczuk? Ten fragment sprowokował niepochlebne komentarze:
„Często wprost rzucam maszynie pomysł do analizy z prośbą: »kochana, jak mogłybyśmy to pięknie rozwinąć?« Mimo że wiem o halucynacjach i licznych błędach rzeczowych algorytmów na polu ścisłej ekonomii i twardych danych, muszę oddać to, że w płynnej literackiej fikcji ta technologia stanowi atut o niewiarygodnych wprost proporcjach.”
Z technicznego punktu widzenia oceniam ten sposób promptowania jako mało precyzyjny. Model nie dostaje wyraźnej wskazówki, na czym ma się skupić, ale dobra jakość odpowiedzi dalej jest możliwa.
Pod warunkiem, że Tokarczuk wskazuje chatbotowi wystarczająco obszerny opis tego, co ma być rozwijane. Jeśli załączony tekst jest ciekawy i oryginalny, model idzie tym tropem. Nie jest prawdą, że modele niezależnie od pytania odpowiadają tak samo. Pytanie jest superważne, a częścią pytania jest załączony plik – opis tego, co ma być rozwijane.
Pisarka nie mówi precyzyjnie czego oczekuje, jednak mając dobrą, obszerną podstawę, modele podchwytują zadanie, często bardzo trafnie realizując intencję.
Czuły styl prompta wywołuje w modelu podobny styl odpowiedzi. A więc rozmawiają dwie czułe narratorki.
Minusem tego stylu pracy jest to, że tak pracując maszyna przestaje symulować inny punkt widzenia. Nie oferuje wtedy krytycznego oglądu. Wyłącznie próbuje imitować nasz tok myślenia.
Ale jeśli krytyczna praca była wykonana wcześniej, wtedy ocena modelu nie jest już potrzebna.
Treść prompta, przy całej niejednoznaczności i skrótowości cytatu, wskazuje moim zdaniem na to, że Tokarczuk pozostawia sobie rolę decydującą. Wybiera dobre sugestie i odrzuca złe.
Promptowanie tego typu (nazywane leniwym, ang. lazy prompting) szeroko otwiera drzwi dla kolejnego, nieproszonego gościa: dla sykofancji (lizusostwa). Skoro rozmawiają dwie kochane, to będą sobie słodzić. Ty jesteś mądra, a ty jeszcze mądrzejsza.
Ale Tokarczuk nie tworzy literatury faktu tylko pisze fikcję. Tokarczuk zawodowo pięknie zmyśla. Nie dostała Nobla za research. Akademia Szwedzka w 2019 roku doceniła ją „za narracyjną wyobraźnię, która z encyklopedyczną pasją reprezentuje przekraczanie granic jako formę życia”. Wyobraźnia narracyjna i przekraczanie granic. Nie skrupulatność źródłowa.
Tokarczuk o tym, że symbioza z AI może być odpowiedzią na kryzys pisarstwa:
„(…) Być może pomoże im symbiotyczna przyszłość i współpraca ze sztuczną inteligencją. Wbrew obawom uważam, że my, pisarze, z uwagi na specyfikę naszego rzemiosła, najszybciej i najściślej zwąchamy się z narzędziami pokroju AI. Nasze głowy, umysły literackie działają w zupełnie inny sposób; ich praca opiera się na szerokim, bardzo rozległym obwodowym i asocjacyjnym kojarzeniu faktów, co skrajnie różni się od wąskiego, bardzo ukierunkowanego tunelowego myślenia akademików.”
Technologia AI mogłaby zapewnić opłacalność tworzenia powieści poprzez przyspieszenie pracy i to bez przejmowania samego pisania oraz bez utraty jakości. Jednak to wymaga czegoś znacznie więcej niż dialog z chatbotem w przeglądarce (kochana, rozwiń). Potrzeba byłoby tzw. pipeline’u, czyli spiętych kodem wielu narzędzi, w procesie walidacji, weryfikacji, kontroli halucynacji, kontroli różnych aspektów tekstu. Do tego baza danych, teksty, definicje, potrzebne do automatycznej redakcji. Część tego systemu działałaby jako silnik kreatywny lub researchowy, pracujący na podstawie podsuwanych skojarzeń. Inna część sprawdzałaby, czy tekst spełnia wcześniej zdefiniowane założenia. Tzw. flagowanie niespójności, braków.
Zwracam uwagę, że ta wyobrażona maszyna NIE jest maszyną do pisania powieści. To jest maszyna, która pełni rolę osobistego sekretariatu albo asystenta dokumentacji, czy asystenta pisania.
Zgaduję, że Tokarczuk jest tego świadoma. Czy tak pracuje? No raczej nie, skoro zapowiada odejście od pisania długich powieści.
Szerokie, asocjacyjne kojarzenie faktów, idei czy słów to teoretycznie wzorcowe użycie AI typu ChatGPT czy Claude. Modele językowe właśnie tak działają. Łączą słowa (a właściwie tokeny) w ramach swojego korpusu. Robią to w oryginalny sposób, jeśli tak zostaną spromptowane – czyli tekst na wejściu będzie oryginalny (pytanie plus załącznik).
Problem zbytniego polegania na maszynie zacznie się wtedy, gdy zamiast skojarzeń przyjmiemy od maszyny gotowe sformułowania i z asocjacyjnego partnera zrobimy sobie taśmociąg, dostarczający gotowy tekst.
Każda osoba pisząca zawodowo ma swoje narzędzia, czyli świadomie szuka inspiracji, wiedzy w systematyczny sposób. Maksymą powtarzaną w poradnikach pisania jest zdanie, że aby pisać najpierw trzeba czytać. Nie wydaje mi się, że czytanie odpowiedzi chata GPT miało zastąpić Tokarczuk inspirowanie się literaturą albo sztuką. Chyba o to jej nikt nie podejrzewa?
Tokarczuk wie, że AI (modelom językowym) nie można zaufać:
„Z drugiej strony trzeba się przy tym bardzo pilnować. Bo te rozmowy wciągają i można zatracić pierwotny cel korzystania z AI na rzecz np. poznawania a nawet odkrywania niezwykłych teorii. Trzeba jednak uważać na halucynacje. Gdy przy pisaniu ostatniej powieści, której premiera odbędzie się jesienią tego roku, zapytałam ten zaawansowany model o to, do jakich piosenek mogli tańczyć moi bohaterowie na dansingu kilkadziesiąt lat temu, AI podrzuciła mi kilka tytułów a na koniec dodała „i jeszcze Golec Łorkiestra”, z tym zabawnym błędem w nazwie.”
Dużo osób zapamiętało już, że AI zmyśla i trzeba uważać w rozmowach z chatbotami. I prawdopodobnie stąd część krytyki wobec Tokarczuk. Ale to pytanie o piosenki na dansingu sprzed dekad jest bardzo dobre, z punktu widzenia metodologii pracy z chatbotem.
Już wyjaśniam: krok pierwszy, pytasz o piosenki z dansingu i zbierasz listę propozycji. Krok drugi, jeśli masz już zebrany materiał, znasz epokę, to od razu odrzucasz z tej listy propozycje jawnie fałszywe. Krok trzeci, propozycje pozostałe weryfikujesz (internet/inne zasoby). Tokarczuk nigdzie nie napisała, że od razu bierze odpowiedzi modelu do druku.
Najlepiej jest delegować na AI zadania, których nie może schrzanić. Czyli takie, gdzie nie ma złej odpowiedzi. Np. smak tęczy, zapach jednorożca itd. Ale jeśli już zadajemy pytania, których odpowiedzi będą oceniane pod tym kątem, czy przypominają prawdziwy świat, to wtedy warto kontrolować trzy elementy: tytuły, nazwiska, daty. To informacje, które modele językowe „lubią” przekręcać albo nawet wymyślać.
Kolejny aspekt, który modele językowe często zniekształcają, to czas: np. przyszły, hipotetyczny zamienia się w teraźniejszy, pewny i obserwowany. Rozmawiam z prawnikiem, Zbigniewem Okoniem i model od razu streszcza jego odpowiedzi tak, jakby dr Okoń już dziś widział wpływ AI na rynek usług prawnych. W rzeczywistości stawiał tylko przypuszczenie, że tak może być w przyszłości.
I wreszcie logika, w której modele językowe również są słabe. Modele nie utrzymują kwantyfikatorów konsekwentnie. Jeśli gdzieś napisałem „niektórzy”, to trzy akapity dalej model rozwija jako „wszyscy” albo „prawie nikt”, zależnie od tego, jak mu będzie pasować. A dla nas to operatory oczekiwań, by tak rzec.
Wygląda na to, że te ograniczenia nie dotyczą Tokarczuk. Modele nie dostarczają jej gotowych pomysłów do druku. Nie używa ich jako encyklopedii, bo i tak weryfikuje. Nie pisze nimi tekstu, więc nie szkodzi, że ich logika czasem zawodzi.
Tokarczuk żałuje świata sprzed AI:
„Równocześnie mam w sobie dojmujący, bardzo ludzki żal nad epoką, która znika bezpowrotnie. Cholernie żal mi w tym wszystkim Balzaka, Ciorana i niepowtarzalnego Nabokowa, bowiem mimo mojego entuzjazmu nie wierzę, aby jakikolwiek nowoczesny czat kiedykolwiek zdołał przemówić w tak wykwintny sposób.”
Mnie, jako obserwatorowi technologii wydaje się, że doświadczenie drugiego człowieka będzie w czasach AI jeszcze bardziej cenne niż kiedyś. Będzie rzadsze, bo więcej przejmie technologia, ale sztuka tworzona przez ludzi będzie cenniejsza niż wcześniej. Sztuka osobista, wsparta marką osobistą pozostanie ludziom. Sztuka powtarzalna, schematyczna będzie domeną maszyn. Osobiście nie chciałbym tracić czasu na czytanie literatury tworzonej przez AI.
Nie wiem natomiast, czy wykwintność jest najlepiej wybraną różnicą między człowiekiem a maszyną. Dziś chatboty są sprinterami, a człowiek biega maratony. Mamy w badaniu wykazane, że chatbot jest w stanie generować zdumiewająco oryginalne i czasem wykwintne teksty – sprawdzano długość do 450 słów.
Potem, z mojej praktyki, ten tekst zamienia się w bełkot. Ja to nazywam jeźdźcem bez głowy.
No i ważna rzecz. To, co wykwintne jest dla noblistki, może być niedostrzegalne dla kogoś innego. Tokarczuk zapewne jest dużo czulszą obserwatorką tekstów niż np. ja. Ja będę usatysfakcjonowany wykwintnością tekstów, które dla niej już takie wykwintne nie będą. A ja z kolei zauważę więcej w tekście, niż dajmy na to pan pracujący przy torach, pod warunkiem, że nie czyta książek. To też wyszło z innego eksperymentu, gdzie użyto poezji generowanej.
Czy Tokarczuk złamała zasady etyczne tak używając AI? Czy na okładkach jej książek powinna znaleźć się deklaracja/ostrzeżenie typu „Ta książka powstała dzięki wykorzystaniu AI”?
11 maja 2026, czyli dwa dni przed wystąpieniem Tokarczuk w Poznaniu, amerykańskie stowarzyszenie Authors Guild (Gildia Autorów, organizacja zrzeszająca piszących zawodowo w USA) opublikowało wytyczne, jak używać AI. Dokument nosi tytuł „AI Best Practices for Authors”.
Generalnie odradzają używanie wprost tekstu od chatbotów, jako nieetyczne i prawnie ryzykowne. Jednak zaznaczają, że używać AI w pisarstwie można bardzo różnie a np. sprawdzanie pisowni i ortografii jest niekontrowersyjne.
Organizacja zachęca do tego, by osoby piszące ujawniały, jak używają AI oraz dyskutowały na ten temat z osobami współpracującymi z nimi (agencje, prawna obsługa), by łatwiej dostrzec przypadki wątpliwe.
Czy moim zdaniem coś Authors Guild nietrafnie opisała w zaleceniach?
Nie jest prawdą, że LLMy zawsze odpowiadają tekstem złej jakości, generycznym, nijakim. Da się uzyskać odpowiedź językowo niebanalną. Jeśli jednak mowa o literaturze wysokiej, to w tym przypadku oczywiście nawet nie warto dążyć do takich zaskakująco dobrych efektów. Powody są prawne, etyczne, wizerunkowe. Przecież autorka nie będzie mogła i nie powinna z tego skorzystać.
Eksperymenty z modelami językowymi wskazują, że istnieje ryzyko generowania przez modele zdań napisanych wcześniej przez kogoś innego i znalezionych w internecie. Lepiej tego nie robić. Choć ja zgaduję, że silna kontrola stylu może zmniejszyć to ryzyko.
Wyobraźmy sobie trzy poziomy ingerencji AI w proces twórczy. Wszystkie wymagają ujawnienia. Ale tylko niektóre wymagają ujawnienia czytelnikom i czytelniczkom. Poziom niski i średni warto ujawniać wydawnictwom, agencjom, prawnikom.
Przygotowałem tę listę na podstawie zaleceń Authors Guild.
- AI korekta ortografii i gramatyki. Niski poziom. Dla języka polskiego problem ze słowami-kalkami. Wady tłumaczeń maszynowych.
- AI tłumaczenie obcojęzycznego cytatu na potrzeby dokumentacji. Niski poziom. Wady jak wyżej.
- AI streszczenie cudzego tekstu na potrzeby dokumentacji. Niski – jeśli to dla siebie. Ostrożnie z obszernymi cytatami, bogatymi w fakty.
- Wyszukanie przez AI faktów, dat, nazwisk (z koniecznością weryfikacji). Średni. Kwerenda. Ryzyko halucynacji.
- Pytanie AI o tło historyczne, kontekst, realia epoki. Średni. Kwerenda. Jak wyżej.
- Burza mózgów z AI, generowanie skojarzeń wokół tematu. Średni na granicy wysokiego. Ryzyko sykofancji i halucynacji.
- Prośba AI o krytykę. Średni poziom. Ryzyko sykofancji, model dąży ku zgodności z osobą pytającą.
- Rozwinięcie przez AI zarysu w propozycje akapitów. Wysoki, jeśli słowa trafiają do publikowanego tekstu. Wymaga ujawnienia.
- Pisanie przez AI scen, dialogów, opisów. Wysoki. Wymaga ujawnienia.
- Generowanie w AI streszczeń, opisów, blurbów, opisów postaci do książki. Wysoki. Wymaga ujawnienia.
- Imitowanie przez AI stylu innego pisarza. Wysoki poziom. Możliwe naruszenie praw autorskich.
- Współpisanie z AI, gdy model dostarcza dużą część finalnego tekstu. Wysoki poziom. Współautorstwo z maszyną. Wymaga ujawnienia.
Porównałem tę listę kontrolną z cytatami. Wygląda więc na to, że rozmowy Tokarczuk i styl pracy pasują do punktów 4 i 5. Zgaduję, że część osób krytykujących odczytała jej wypowiedź, jako przyznanie do grzechu z punktu 8 (chatbot rozwija pomysł i kopiujemy do książki). To bardzo ciężki zarzut i nie stawiałbym go. Tym bardziej, że punkt 8 łatwo pomylić z punktem 6 – brainstormingiem, rozwijaniem pomysłu do dalszej pracy zamiast do publikacji. Ten punkt może być znaczną ingerencją AI w proces twórczy, ale tylko jeśli człowiek w pewnym sensie przychodzi z pustymi rękoma, nie ma swoich przemyśleń, żadnej pracy wykonanej samodzielnie.
Authors Guild oraz komentujący sprawę Tokarczuk pomijają jedno zastosowanie. AI nie w roli podsuwacza pomysłów, ale recenzent mechaniczny, pomoc wyłącznie w zarządzaniu tekstem i w kontroli efektów. Czyli wskazuje miejsca niejasne, pomysły niedokończone, niespójności, kiepskie puenty itd. itp.
Zalecenia Authors Guild moim zdaniem są wstępnie użyteczne. Są gatunki literackie, w których obawy o halucynowanie czy troska o sykofancję będą mniej istotne.
Czy kogoś piszącego o elfach, krasnoludach i czarodziejach będziemy rozliczać z halucynacji modelu, że model nie trzyma się faktów? Jakich faktów? Że krasnolud w podkutych butach i z wysokim hełmem nie może mieć 180 cm wzrostu? Albo z zupełnie innej parafii, że we współczesnej powieści ktoś napisze, że Lufthansa lata na Korfu, podczas gdy nie lata (nie wiem, czy lata, nie o to chodzi). To nie jest istotne, o ile cała reszta też jest wymyślona. Jak sięgam po powieść, to nie po to, żeby dostać z niej harmonogram odlotów i przylotów.
Jednocześnie zgadzam się, że osoba pisząca powinna wiedzieć, kiedy świadomie odchodzi od prawdy, nawet jeśli tworzy fikcję.
Sykofancja, czyli tendencja AI do nadmiernego zgadzania się jest w przypadku literatury pięknej ryzykiem prywatnym osoby piszącej, używającej AI. Nie bardzo interesuje mnie, czy model koszmarnie i sykofantycznie nasłodził pisarzowi/pisarce i czy powstała w związku z tym beznadziejna książka, niemądra, jednostronna. To ich ryzyko.
Dobę po wystąpieniu w Poznaniu na Impact Tokarczuk doprecyzowała w oświadczeniu, jak używa AI. Cytuję za jej profilem na Facebooku:
Oświadczam krótko i stanowczo:
1. Korzystam ze sztucznej inteligencji na takich samych zasadach, jak większość ludzi na świecie — traktuję ją jako narzędzie, pozwalające szybciej dokumentować i sprawdzać fakty. Zawsze, kiedy z tego narzędzia korzystam, dodatkowo weryfikuję informacje. Tak samo, jak robiłam to przez kilkadziesiąt lat czytając książki i szperając w bibliotekach i archiwach.
2. Żaden z moich tekstów, również powieść, która ukaże się jesienią tego roku, nie powstała przy pomocy sztucznej inteligencji — nie licząc używania jej jako narzędzia szybszej kwerendy.
3. Czasem inspiruję się snami, ale zanim i to zdanie zostanie osaczone i zagryzione przez ekspertów, spieszę donieść, że są to moje własne sny.
Tokarczuk mówi: używam AI tak, jak używałam do tej pory innych źródeł, gdzie na koniec i tak sprawdzałam. Nie pisze tekstu chatbotami, nie używa tekstu napisanego przez chatboty.
Cytaty opublikowane przez MyCompany każą przypuszczać, że pisarka zna mocne i słabe strony chatbotów. Używa ich do wybranych zadań i nie generuje hurtem ani pomysłów, ani tekstu do publikacji.
W rozmowie z chatbotem, sugeruje Tokarczuk, powstaje sen.
Jakiś nowy rodzaj własnego snu. Elektronicznego. Moim zdaniem, jako praktyka, to dobre porównanie.
Potrzeba metody, narzędzi i kodu, żeby przejść z poziomu snu na poziom opłacalnej, rzetelnej pracy. I ona tego nie zrobiła, ale przewiduje, że inni to zrobią.
Jeśli będą robić to mądrze i nie będą oddawać maszynom zbyt wiele pola, to nie ma szans, żebyśmy się zorientowali.
Już tak jest. Orientujemy się głównie wtedy, gdy AI używana jest nieostrożnie albo niechlujnie.